Nuralis
Tereny niczyje => Las => Las driad => Wątek zaczęty przez: Suri w Październik 19, 2014, 11:38:18
-
Ulubione miejsce spotkani wierzbowych driad.
-
Biegł, nogi, bok i prawa ręka krwawiły. Przeklinał pod nosem najgorsze przekleństwa. Oparł się o drzewo. Wyciągnął sztylet w oczekiwaniu.
-
Demon przywędrował tutaj za Łowcą. Uśmiechnął się szyderczo kiedy zauważył go z sztylecikiem w ręce. Zauważył, że krwawi. Miał małą przewagę, ale walczyć z nim mu się nie chciało. Pomachał mu na przywitanie. Nie liczył na jakieś specjalne i miłe przywitanie więc utrzymywał dystans od nieprzyjaciela.
-
Przybyłam tu lekko zdyszana i ukryłam się za krzakami oczekując dalszego rozwoju wydarzeń.
-
Wpadł za tropem ofiary. Gdy wydostał się z dymu szybko znalazł trop. Zauważył, że tamten oparł się o drzewo. Musiał teraz nieco uważać, gdyż tamten wyjął sztylet. Wdrapał się bezszelestnie na pobliskie drzewa. Z gałęzi na gałąź przeskoczył na to, pod którym stał łowca driad. Raczej go nie zauważył.
-
Przyjrzał się dokładnie człowiekowi, nie nie było to wszystko dla niego naturalne. Coś było nie tak. Znów odczuł to uczucie co wcześniej, w tej puszczy jest zbyt pełna rzadki okazów. Jakby nikt nie mógł, nie chciał ich złapać. Albo.... na te myśl oczy Łowcy otworzyły się ze strachu... albo wszyscy byli zabijani. Wyczuwał że jest otoczony.. lecz nie potrafił określić skąd.
-Kim wy do cholery jesteście?!- krzyknął w otchłani liści i traw.
-
Uśmiechnął się szyderczo. Złożył ręce i odpowiedział:
- Jesteśmy strażnikami tych ziem, a Ty - wskazał na niego - wtargnąłeś na nasze ziemie i bezlitośnie zabijasz istoty żyjące tutaj beztrosko.. Wyrok Boski jest już wydany. Jakże piękny jest dziś dzień, aby wykonać egzekucję złodzieja życia... - zachichotał pod nosem i powoli zaczął się zbliżać do niego.
-
Zaczęłam się skradać w kierunku przybysza, prawie bezszelestnie krocząc wśród dość wysokich traw. Zauważyłam przerażenie w oczach tego "złodzieja życia", jak go nazwał ten rogaty. Tym prędzej zaczęłam podchodzić.
-
-Niemożliwe.-jęknął. Nigdy nie słyszał o rozumnych kotach, było to dla niego niemożliwe. Ale przecież przed nim stał człowiek. Nic, a nic nie potrafił zrozumieć.
-
Stał przed nim. Wyczuł siedzącego na drzewie nad nimi Wodza, ale nie przejął się nim.
- No cóż, swego przeznaczenia nikt nie może zmienić.. - wymruczał po czym zmienił się w kota i zasyczał groźnie. Szykował się do skoku na nieprzyjaciela, aby wtrącić mu broń z ręki.
-
Ziewnął i ułożył się na gałęzi. Pogaduszki czarnucha trwały i trwały bez końca. Czekał, aż któremuś się to wreszcie znudzi i zaatakuje.
-
Nic już nie powiedział, z ran powoli spływała krew powiększając kałuże pod jego nogami.
-
Zauważył, że nie chciał toczyć walkę o życie. W takim razie niech się spełni Wola Boga. Rzucił się na niego z kłami i pazurami. Gryzł i drapał gdzie popadnie. Skoro nie chce już żyć - niech ginie.
-
Na twarzy łowcy pojawił się cuchnący uśmiech. Oczami zemsty patrzała na kota. Nie czuł już bólu. Wbił sztylet w bok zwierzęcia.
-
Odbiła się mocno od ziemi i skoczylam na łowcę. Przeoralam pazurami jego twarz.
-
Wpadła zdyszana, szybko wspięła się na drzewo po chwili była na łowcą. Nie będąc pewna co zrobić.
-
Pisnął z bólu i odsunął się. Osunął się na ziemię, lecz po chwili zdołał na ostatkach sił wstać. Zmienił się w człowieka. Był zdenerwowany. Chciał iść na skróty i nie zabrał mu broni. I to był błąd. Głupi Mephisto! Zbeształ sam siebie. Ból był nie do zniesienia. Zauważył, że ta kotka, którą przyłapał ten drugi rzuciła się na niego. Teraz on chciał pozbyć się rany. Tylko jak? Staną trochę dalej aby nie doznać kolejnych obrażeń.
-
Skoczył z gałęzi prosto na mordercę driad. Ugryzł go centralnie w szyje, mając nadzieję, że przebije tętno, a ofiara wykrwawi się w kilka minut. Pazury wbił w ramiona łowcy, by nie spaść na ziemię.
-
Zachęcona walką rzuciła się łowcy do gardła mając nadzieje przegryź kręgosłup. Jedną łapą przytrzasnęła łapą rękę sztylet mając nadzieje w ten sposób powstrzyma go od kolejnego ataku.
-
Wzdrygnoł się gwałtownie.
-Żywy trup. -wszeptał i oczy zaszyły mgłą. Odrzucił wszystkie koty, z dwa razy większą siłą niż poprzednio. Umarł lecz wciąż mógł ich pokonać takie były jego ostatnie myśli. Od szyi oderwał się spory kawałek mięsa odkrywając tętnice i kawałek kręgosłupa.
-
Potoczyłam się po trawie zaskoczona siłą przeciwnika. Szybko wstałam, ale liczne stłuczenia spowalniały moje ruchy.
-
Zrobiła fikołka i przeturlała się po szorstkiej ziemi. Wstała trochę oszołomiona i potrząsnęła łebkiem.
-
Wylądował na łapach i przeorał pazurami kawałek ziemi nim się zatrzymał. Zasyczał i ze wciąż najeżoną sierścią podszedł do poległego przeciwnika.
- Martwy - powiedział tylko.
-
Przytrzymywał ręką krwawiącą ranę. Uśmiechnął się kiedy pokonali Łowcę.
-
-Jak dla mnie to żywy. - powiedziała troszkę zaskoczona widokiem zombi. Puki to truchło nie padnie na ziemie nie będzie cieszyć się zwycięstwem. Przygotowała się do skoku, zaburczało jej w brzuchu.
-
- Żywy? - spytałam całkowicie zapominając, że jestem tu obca i niezbyt mile widziana. Ignorując lekki ból przygotowałam się do ataku.
-
Obrócił głowę popatrzył na czarnego kocura, machnął powoli łapą i poszorował po ziemi. Jego moc ostateczna, szkoda jednak że oddał z nią dusze.
-
---------
Czyli co się dokładnie stało? xD
-
________
Łowca zmienił się w zombiaka tyle że jest już martwy i trzeba mu łeb odciąć (przynajmniej tak mi się wydaje). Przed chwilą machnął łapą ale nie trafił cię więc przejechał po ziemi.
-
- On jest nieśmiertelny? - burknął gdy zobaczył, że łowca driad faktycznie żyje i na dodatek się rusza. Fuknął i podszedł do oprawcy, zaczął go szarpać za kark, pazurami i kłami.
-
-Może jeśli urwiemy mu łeb to nie będzie miał czym ruszać?- myślała chwile znajdując wytłumaczenie swoich słów. Nawet jeśli jest zombiakiem wciąż potrzebuje mózgu by się poruszać.
-
- Nie wiem. Nie znam się na zombi... - mruknelam.
-
Kiwnęła głową. Napięła mięsnie i rzuciła się do biegu. Jednym skokiem wylądowała tuż obok Bladesa i zombiaka. Zaczęła szarpać kręgosłup obok wodza mając nadzieje że uda się go wyrwać. Krew spływała po jej futerku, ekscytowało ją to, ciekawiło co będzie dalej.
-
Puścił, według niego, trupa i patrzył jak Watriss męczy ofiarę, chcąc oddzielić mu głowę od reszty ciała.
-
Szarpnął i odrzucił kotkę na drugą połowę polany. Poszarżował w stronę demonicznego kota przy okazji oderwał mu się ręce które w nieracjonalny sposób wylądowały na głowach pozostałych dwóch kotów.
-
Z odrazą strzepnelam rękę z mojej głowy.
-
Poturlała się kilkanaście metrów dobrze obtłukując sobie kark.
-Kiedyś przez to zginę- mruknęła. Próbowała wstać lecz zakręciło jej się w głowie i pochwali znów wylądowała na ziemi.
-
- Ależ Ty uparty - burknął pod nosem, gdy zobaczył jak tamten tajemniczo ożywa, zrzuca z siebie kotkę i zaprzeczając wszelkim prawom fizyki i zdrowia wstał, tracąc przy tym ręce i jeszcze zaczął na niego szarżować. Przeciwnik był łatwy do pokonania, ale za nic nie chciał umrzeć. Odbił się od ziemi i wylądował na rozpędzonym łowcy. Rozpęd sprawił, że tamten padł na ziemię. Blades zaczął kończyć dzieło Watriss, rozszarpując szyje i kark tamtego, by głowa wreszcie odpadła od reszty ciała.
-
Weszła na polane, miało oczy zimne i poważne.
-W zamian za pomoc wybierzcie.- zamknęła oczy- Między siłą, przyjaźnią, umysłem.
-
Było mi glupio, ze udało mi się tylko oszpecic twarz zabojcy pazurami. Czekalam na reakcje dwóch kotów. Bym się nie zdziwila gdyby mnie wygonili.
-
Rozejrzała się zdziwiona, czyli chce wszystkich nagrodzić? Nie zdziwiło ją to driady były hojnymi stworzeniami. Po długim namyśle odpowiedziała.
-Wybiorę umysł choć i przyjaźni to pomysł ciekawy.- poczekała na odpowiedz driady.
-
Przyglądał się całemu zdarzeniu. Spojrzał na Driadę, która przyszła. Zaczął się zastanawiać co mógłby wybrać. Najbardziej odpowiadał mu umysł.
- Mi odpowiada umysł - W końcu powiedział.
-
- Umysł - wymruczał. Siła mu niepotrzebna, przyjaźń... Cóż. To może pomińmy.
-
Cicho wymruczalam to co reszta.
-
Złożyła ręce jakby do modlitwy.
Rozejrzała się zdziwiona, czyli chce wszystkich nagrodzić? Nie zdziwiło ją to driady były hojnymi stworzeniami. Po długim namyśle odpowiedziała.
-Wybiorę umysł choć i przyjaźni to pomysł ciekawy.- poczekała na odpowiedz driady.
-Czarny umysł- powiedziała i niebieskie światło rozbłysło wokół kotki.
Przyglądał się całemu zdarzeniu. Spojrzał na Driadę, która przyszła. Zaczął się zastanawiać co mógłby wybrać. Najbardziej odpowiadał mu umysł.
- Mi odpowiada umysł - W końcu powiedział.
- Umysł - wymruczał. Siła mu niepotrzebna, przyjaźń... Cóż. To może pomińmy.
-Noc krwi- i czarne płomienie zapłonęły wokół obu kotów.
Cicho wymruczalam to co reszta.
-Wiatr północy- i biała mgła osiadła na futerku czarnego kota.
Zniknęła.
_________________________________________________
Blades i Mephisto mieliście podobne zachcianki dlatego pozwoliłam sobie je połączyć.
Opisy mocy dostaniecie w wiadomościach prywatnych.
-
Nie okazywał żadnego zdziwienia. To w końcu driady. Zmienił się w kota i chwilę pomyślał. ,,Noc krwi". Czyli coś związane z krwią. Spojrzał na swą ranę. Krew przybrała kolor czerni. W jego oku pojawił się jakby błysk uradowania i żądzy. Nie dość tego to i również czuł się jak nowo narodzony. Czuł każdą komórkę krwi w swym ciele. Odetchnął ciężko. Swą nową zdolnością sprawił, że rana przestała krwawić. Uśmiechnął się sam do siebie.
- Cóż, za miły gest od strony Driady.. - wymruczał i ruszył w stronę powrotną.
z.t.
-
Zamknęła oczy nie podobały jej się te światełka. Poczuła że coś włazi jej do umysłu, przed oczami przeleciało jej całe życie. I nagle wszystko zamilkło. Znów stała na polanie, tylko że teraz czuła się inaczej. Wydawało jej się że czuje każde życie na tej polanie, jakby kłębiło się wokół niej tysiące gwiazd. Nie potrafiła nikogo rozróżni, nawet odróżnić ptaka od myszy. Usiadła zaszokowana.
-
Dookoła mnie powiał lekki wietrzyk. Podświadomie czulam ze moglabym go kontrolować ale nie chciałam na razie z tym kombinować.
-
Szybko poczuł różnicę. Zaczął czuć, zwracać uwagę na krew swoją, a nawet istot w pobliżu niego. Zamruczał cicho zadowolony. Był nieco zdziwiony, że tamten czarny dostał od driad tą samą... umiejętność co Blades. W końcu kimże on był? No ale nie zamierzał wybrzydzać. Przynajmniej teraz będzie miał zajęcie na dłuższy czas. Skinął łbem w stronę kotów, mruknął coś w podziękowaniu do driady i odszedł.
-
Wreszcie się otrząsnęła. Kiwnęła ogonem na pożegnanie i odeszła tam gdzie było najmniej światełek. //wyszła
-
Wszyscy poszli w swoją stronę, więc też wskoczyłam między krzaki // wyszła